Na wstępie chciałabym lojalnie uprzedzić wszystkich o słabszych nerwach i nadmiernej wrażliwości na nieoczekiwane obrazy o dyskretne ominięcie tego wpisu :) Wegetarianie również niechaj lepiej udadzą się na długi spacer, w celu podziwiania pierwszego śniegu na przykład :) Bo dzisiaj będzie prawdziwa kulinarna pornografia i będzie o tym, że nie wszystko złoto, co się świeci i nie wszystko w kuchni prezentuje się równie apetycznie na początku swej drogi, jak na końcu - podane na talerzu. Proszę Państwa oto kiszka :D
Matka natura jednak sprytnie to wymyśliła :) Kiedy za oknem zrobiło się już prawie całkowicie szaro-biało i jesień zaczęła intensywnie wysysać z nas życiową energię, na pocieszenie mamy dynię, która po przekrojeniu świeci w oczy niczym słońce w maju (ba, nawet kształtem przypomina gorejącą gwiazdę :)) Od samego patrzenia jakoś tak raźniej na duszy i nawet słota nie taka zniechęcająca. Dlatego pozwolę sobie zaproponować jeszcze jeden (nie obiecuję, że ostatni ;)) dyniowy smakołyk tej jesieni, ku pokrzepieniu ciał i serc, jako mały suplement do tegorocznego festiwalu dyni.
... I'll show you something to make you change your mind
Pozwólcie, że chwilę odetchnę od gotowania i powspominam moją wrześniową wyprawę do Londynu :)
... tradycyjnie słodkie rogale i gęsina :) Niestety gęsiny nie miałam, ale upieczenia marcińskich rogali nie mogłam sobie odmówić :) Właściwie to moje pierwsze rogale wykonane od A do Z samodzielnie, bo choć miałam już okazję ich pieczenia, to wtedy najważniejszą robotę wykonała Dziuunia. Tym razem też było rodzinnie, bo znowu piekłyśmy razem, tyle że wirtualnie, bo mimo że w tym samym czasie, to każda w swojej kuchni :) Udały się fantastycznie i muszę przyznać, że ciasto półfrancuskie nie jest tak strasznie trudne, jak go malują. Co prawda trzeba zarezerwować sobie przynajmniej pół wolnego dnia, na dzień przed pieczeniem, bo ciasto wymaga kilkukrotnego wałkowania i długiego chłodzenia, ale za to jest bardzo wdzięczne w obróbce. Piekłam ze sprawdzonego przepisu z forum CinCin, uzupełnionego suszonymi daktylami, których parę dodałam do makowo-orzechowego nadzienia. Po dokładne instrukcje dotyczące receptury odsyłam do starszego wpisu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)