Czytelniczka Agata zapytała mnie ostatnio na fejsbukowym profilu, czy próbowałam kiedyś szczawik zajęczy. Naturalnie! Odkąd tylko sięgam pamięcią, moje pierwsze po zimie wycieczki do lasu zawsze zaczynały się od szukania kwitnących na niebiesko przylaszczek, białych zawilców i skubania świeżutkiego, zielonego szczawiku zajęczego. Jego kwaskowaty smak na języku, tak jak smak pierwszych nowalijek prosto z grządki, zapowiadał rozpoczynającą się wiosenno-letnią zieloną ucztę, bogactwo smaków i witamin z ogrodu, lasu i łąki.
Szczawik zajęczy bez trudu znajdziecie w lesie już wczesną wiosną. Niepozorny, przypomina bardzo trójlistną koniczynę na długich, różowych łodyżkach. Listki szczawiku, tak jak liście jego kuzyna - szczawiu polnego, są przyjemnie kwaskowate w smaku, za sprawą posiadanego w sobie kwasu szczawiowego i masy witaminy C, dzięki czemu mogą być świetnym dodatkiem do zup, sałatek lub np. twarożku. Do tego subtelne, jasnozielone (ciemnieją wraz z wiekiem aż do koloru rdzawo-czerwonego) z różową nóżką, wyglądają tak dekoracyjnie, że ich dodatek nawet proste i banalne danie zamienia w wytworne i eleganckie. Przykładem jest mój prosty makaron z sosem mascarpone i cytrynową nutą, podkreśloną listkami szczawiku zajęczego - całość bardzo smaczna i lekka, w sam raz na nadchodzące (mam nadzieję szybko ;)) ciepłe dni.
Wstążki z mascarpone, cytryną i szczawikiem zajęczym:
300 g makaronu tagliatelle,
250 g serka mascarpone,
1 cytryna,
1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej,
duża garść szczawiku zajęczego,
sól,
świeżo zmielony pieprz
Makaron ugotować w dobrze osolonej wodzie. Odcedzić, zostawiając mniej więcej 1/2 szklanki wody, w której makaron gotował się. Przełożyć z powrotem do garnka.
W międzyczasie wymieszać mascarpone z otartą skórką z cytryny i 3 łyżkami wyciśniętego z niej soku. Dodać gałkę muszkatołową oraz przyprawić do smaku solą i pieprzem. Rozrzedzić sos, dodając trochę wody, w której gotował się makaron.
Gorący makaron wymieszać z cytrynowym sosem mascarpone. Tuż przed podaniem dodać szczawik zajęczy i wszystko jeszcze raz wymieszać. Wyłożyć na talerze, dekorując dodatkowymi listkami szczawiku, pieprzem i skórką cytrynową. Podawać natychmiast.
Nie wiedziałam, że to cudo też jadalne. Poszukam na wsi.
OdpowiedzUsuńŚliczny ten szczawik. Ja też nie wiedziałam,że można go jeść:)
OdpowiedzUsuńObiadek wyglada znakomicie .pozdrowionka :)
Jak zobaczyłam zdjęcia, to moje pierwsze skojarzenie było, że to motyle obsiadły porcję makaronu ;] No ale tak to wygląda, bardzo lekko i delikatnie.
OdpowiedzUsuńRzeczywiście przypominają trochę z daleka seledynowe motylki :)
UsuńWygląda pysznie i lekko. Zjadłabym to nawet teraz na śniadanie;-)
OdpowiedzUsuńNie wiedziałam tylko, że można to jeść..
Ze szczawikiem zajęczym powiem Ci szczerze, pierwszy raz się spotykam. Danie wyglada wiosennie, świeżo i bardzo smakowicie.
OdpowiedzUsuńwygląda pysznie:)
OdpowiedzUsuńNo prosze, pamietam te roslinki, ale nie sadzilam, ze mozna je jesc! Pieknie wyglada ten makaron. Prosto, delikatnie, wiosennie.
OdpowiedzUsuńLekkie i orzeźwiające danie z makaronu. Wspaniałe !
OdpowiedzUsuńrewelacja!
OdpowiedzUsuńWspanialy pomysl z tym szczawikiem - niezwykle oryginalny skladnik, dobrze smakuje i na dodatek pieknie wyglada...
OdpowiedzUsuńWłaśnie zrobiłam się głodna :D
OdpowiedzUsuńhttp://tendies.blogspot.com/
Wiem, że to czepialstwo, ale przydałoby się wspomnieć, że dla odmiany przylaszczki i zawilce są niejadalne...
OdpowiedzUsuńOj tak - przylaszczki i zawilce są tyko do podziwiania (są chyba nawet chronione) - jemy tylko szczawik :)
UsuńJakie wyborne połączenie składników ! Na pewno zapiszę do zrobienia bo wygląda i z opisu zapowiada się pysznie :)
OdpowiedzUsuńwygląda nieźle ale znając mnie przyniosłabym do domu coś co jest niejadalne:)ostatnio myślałam, ze uzbierałam pokrzywę hihi a okazało się, że to coś innego, już nawet nie pamiętam nazwy ale na szczęście jadalne było:)
OdpowiedzUsuńWygląda obłędnie ! :)
OdpowiedzUsuńZapraszam
zdrowiezwyboru.blogspot.com
Zdjęcia zainspirowały mnie do zrobienia własnego makaronu. Wygląda pysznie!
OdpowiedzUsuńKasiu, już zazdroszczę Ci tego domowego makaronu! :)
UsuńMoja siostra uwielbia zupę ze szczawiu - chociaż teraz nie wiem, z którego :P Mnie jakoś średnio zachwyca. To w sumie dziwne, bo jak się tak zastanawiam, to kwaśny smak jest moim ulubionym :D No, ale i tak wolę zupę ogórkową - baaardzo kwaśną :D
OdpowiedzUsuńZupa to pewnie ze szczawiu polnego, bo zajęczego trzeba by nazbierać bardzo dużo, żeby zupa była naprawdę kwaśna - ma dużo mniejszą moc kwaśności :)
UsuńSzczawik zajęczy! Dla nas w dzieciństwie to była zajęcza koniczyna. Dało się nią oszukiwać szczęście, bo trafiały się czterolistne :)). Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńJa też nie mogę się oprzeć, żeby nie porozglądać się za tą czterolistną - nawet w postaci szczawiku ;))
UsuńMusi smakować bajecznie :)
OdpowiedzUsuńOoo! Bardzo ciekawa propozycja! Jesteśmy zaintrygowane i już wiemy co przygotujemy na sobotni obiad :)
OdpowiedzUsuńDziękujemy za inspirację!
Ania i Ola
smakologia.blogspot.com
Przypomniałaś mi o szczawiku zajęczym! Pamiętam, że uwielbiałam go jako dziecko, a potem jakoś zapomniałam... Prześliczne zdjęcia, takie oszczędne i jasne, hipnotyzują wiosną.
OdpowiedzUsuńUsagi, ja też poznałam szczawik jako dziecko :) Było coś magicznego w tym, że można było coś skubnąć od zająca :))
Usuńsuper przepis, dodaje do obserwowanych, moze i Ty sie zaobserwujesz ? :)
OdpowiedzUsuńDzięki! Staram się obserwować ;)
UsuńZajadałam się nim w dzieciństwie. Potem na dłuuugie lata zapomniałam o nim. Nie pomyślałam, że można coś z nim ugotować. A teraz mieszkam przy lesie, więc.... Muszę spróbować. Danie wygląda apetycznie i świeżo :)
OdpowiedzUsuń