Polecam przede wszystkim przepiękne Wilno, po którym spacerowanie sprawia tyle przyjemności, ile spacer po starym Krakowie lub czeskiej Pradze. Urocze wąskie uliczki, malownicze stare kamienice, niezliczona ilość majestatycznych kościołów i cerkwi, kafejki i tętniący gwarem rynek, tworzą niepowtarzalny klimat miasta, w którym na każdym kroku napotkać można polskie ślady (domów, w których Adam Mickiewicz urodził się, mieszkał i w którym przebywał ostatni raz przed emigracją naliczyłam przynajmniej cztery. Najwyraźniej często się przeprowadzał ;)) . Warto odwiedzić też pobliskie Troki z zamkiem położonym na wyspie na jeziorze Galwe, pamiętających czasy Witolda i Władysława Jagięłły oraz Kowno z równie ładną, przytulną starówką o niskiej zabudowie i magicznym miejscu, gdzie zbiegając się nurty trzech rzek.
Zamiast klasycznych pierogów, na Litwie częściej można spotkać kołduny, zawsze w towarzystwie zup (np. rosołu) lub pieczone, najczęściej z mięsnym nadzieniem kibiny (kibinai), rozpowszechnione przez społeczność karaimską z Trok. Spróbować można też czebureków (Čeburėkai) - smażonych w głębokim oleju dużych, płaskich pierogów, przypominających złożonego na pół naleśnika albo omlet.
Tak jak wybór dań obiadowych zawsze wystawia mój wrodzony brak zdecydowania na ciężką próbę (chociaż i tak zwykle kończy się na cepelinach ;)), tak śniadania na Litwie są takim pewnikiem, jak to że mam ksywkę Komarka ;) Litewski ciemny, żytni chleb z tamtejszym twarogiem jest spełnieniem marzeń :) Nie mam pojęcia w czym tkwi tajemnica, bo przecież w Polsce dobrych białych serów i twarogów nie brakuje, ale te litewskie nie mogą równać się z niczym. Oprócz tych prostych, bez dodatków, w zawrót głowy może wprawić wybór twarożków smakowych - tych do smarowania, lekko zmielonych, ale wciąż zachowujących swoją naturalną ziarnistą konsystencję, z dodatkiem wanilii i rodzynków, truskawek, moreli lub wiśni. A już w prawdziwe szaleństwo wpędzały mnie i towarzyszącą mi tym razem Dziuunię, sklepowe, lodówkowe półki, wypełnione po brzegi twarożkowymi batonikami w czekoladzie! :) Nasza misja spróbowania wszystkich rodzajów i smaków okazała się misją niemożliwą :) Dla miłośników nabiału Litwa jest prawdziwym rajem i zaskoczeniem. Myśleliście do tej pory, że śmietana 36% to szczyt tłustości? Otóż nie - w każdym litewskim spożywczaku bez trudu znajdziecie śmietanę 40-procentową :) Ale czemu się dziwić, kiedy nawet pasteryzowane mleko z kartonika smakuje tam, jak to prosto od krowy...
Dla mięsożernych członków rodziny i przyjaciół z Litwy można przywieźć słynne kindziuki, suszone lub podsuszane polędwice, kiełbasy i słoninę. Dla odważnych - suszone ryby lub wędzone świńskie uszy (często w dziale zagryzek do piwa ;))) A żeby to wszystko strawić, przydadzą się ziołowe (słynna Trejos Devynerios "999") i owocowe (pyszne żurawinówki) nalewki litewskie lub pitne miody. Koniecznie trzeba spróbować też kwasu chlebowego (Gira), który kupić można wszędzie zarówno gotowy - w butelkach albo puszkach lub też w postaci suszonego zaczynu do samodzielnego zrobienia w domu (do wyboru opakowania wystarczające na 3 do 9 litrów kwasu :)) Pisząc o napojach, przypomniał mi się kisiel żurawinowy, który podają w niektórych restauracjach w wersji do picia właśnie - warto spróbować :)
O Liwie i Wileńszczyźnie opowiadać mogę godzinami, więc jeżeli wytrwaliście do tego akapitu, to chwała Wam za to ;) Chciałam jeszcze tylko podziękować przesympatycznej Agnieszce z Wilna za spacer i spotkanie przy kawie, dzięki której między innymi przytargałam do domu kolejną grubą księgę z ulubionej serii Culinaria (nie ma to jak miejscowy, znający najlepiej zaopatrzone księgarnie w mieście ;)) :)
To kiedy wybieracie się na Litwę? ;)
Cześć Oleńko:)
OdpowiedzUsuńJa tu tylko na chwilkę, jak przechodzień, bo jutro obejrzę sobie na spokojnie... Pozdrawiam ciepło:)
o,mamuniu, Komarko Droga, droga otworzyłam Seet spoon i Ciebie i... pomyliłam wpisy... Do nóg padam i o przebaczeństwo proszę...
OdpowiedzUsuńAle i tak tu jutro zajrzę na spokojnie i jeszcze jakiś wpis popełnię... Spij dobrze:)
OdpowiedzUsuńByłam w Wolnie, byłam w Trokach. moi obaj dziadkowie tez się urodzili w Wilnie. Z jednym z nich nawet zwiedzałam Wilno w czasach kiedy tam upadała komuna. Kolega mówil, że podobno za bardzo sie nie zmieniło, tylko polskich babc troche mniej. Pięknie Komarko napisałaś o tym naszym Wilnie. Nie znam go tak jak Ty, ale jak tylko mi dzieci troszkę podrosna to KONIECZNIE musze tam wrócic i troche dojrzalej wszytsko pozwiedzać i pokosztować:)
OdpowiedzUsuńByłam kiedyś na Litwie.... urzekła mnie mnogość smaków, serdeczność ludzi i piękne krajobrazy wsi, tak zupełnie inne od supernowoczesnych wielkich miast:) ...chetnie bym tam wróciła:) a cepelinów zjadłabym wówczas tysiące:) pozdrawiam
OdpowiedzUsuńByłam kiedyś na Litwie.... urzekła mnie mnogość smaków, serdeczność ludzi i piękne krajobrazy wsi, tak zupełnie inne od supernowoczesnych wielkich miast:) ...chetnie bym tam wróciła:) a cepelinów zjadłabym wówczas tysiące:) pozdrawiam
OdpowiedzUsuńMoja Babcia i Mama pochodza (Babcia juz niestety nie zyje :() z Bialorusi,wiec wiem,o czym piszesz-podobne klimaty,podobne potrawy,tylko sie inaczej nazywaja,te pomaczke bardzo dobrze pamietam-ach-az mi zapachniala,bo moja sp.Babcia czesto ja robila wlasnie do blinow czy do maczania w niej plackow nalesnikowych...niebo w gebie...
OdpowiedzUsuńZnam zapach tamtejszych wedlin,chleba,kwasu chlebowego (bylam kilkakrotnie tam jako dziecko i nastolatka),a w tej chwili narobilas mi takiej ochoty na taka podroz w tamte strony,ze az "zabolalo".....ostatnio "odkrylam" tutaj w sklepie wedline z wolowiny o takim zapachu-wierz mi,ze nie musze jej jesc-tzn.jem oczywiscie,jest pyszna,ale wystarczy,ze otworze opakowanie-zamkne oczy i moge tylko wachac i wspominac...
Dziekuje Ci za cudowne fotki,wspaniala wycieczke po Wilnie i zachete-na pewno kiedys skorzystam...
Pozdrawiam cieplutko :)
Piękne litewskie widoki.
OdpowiedzUsuńMnie też się wydaje,że ciemny litewski chleb,twarogi i cepeliny smakują tutaj najlepiej na świecie!
Zazdroszczę Ci, że Twoi dziadkowie mówili, moi, zwłaszcza dziadek spod Lwowa, nie chciał mówić nic, mówienie o tamtym życiu zawsze traktował jak rozdrapywanie ran, a szkoda. Choć lwowskie sentymenty mam. Wiesz, dużo tzw. polskich sklepów w Irlandii Północnej jest w rzeczywistości sklepami litewskimi i wiesz co, chętniej kupuję te litewskie wyroby (zwłaszcza nabiał) niż polskie.
OdpowiedzUsuńDużo fajnych zdjęć, aż chce się jechać i ... jeść!
Ja od razu bym się wybrała. Ciekawy opis, piękne zdjęcia. :-)
OdpowiedzUsuńMoja babcia też była z Wilna. Zawsze chciała tam pojechać jeszcze raz, niestety się nie udało.
OdpowiedzUsuńJa też wciąż nie dotarłam, ale kuchnia jest genialna. Bliny żmudzkie moja babcia nazywała bondami, przynajmniej tak mi się wydaje. Pasuje do opisu. Wciąż czaję się na przepis, żeby sprawdzić.
W dzieciństwie uwielbiałam babkę ziemniaczaną jak wszystko z ziemniakami.
Zdecydowanie za dużo rzeczy odkładam na póżniej
Komarko, ja uwielbiam opowieści o Litwie. tam jest ogromna częśc mojej Rodziny, tam urodził się mój Tata. ten kraj, tak inny od naszego i tak podobny. widziałam go zaledwie dwa razy, ale za to były one dosyc długie.
OdpowiedzUsuńmają pyszne cukierki. bliny. chleb 'palanga' i.. i taki chleb w kawałeczkach smażony z czosnkiem, robiony po domowemu albo kupowany w pudełeczkach. i poziomki w lasach! one najbardziej kojarzą mi się z Litwą.
Komarko relacja jest taka ,ze ja się czuje jakbym tam była
OdpowiedzUsuńa przecież siedzę w swoim pokoju
Moja babićka pochazi z Chrzanowa, więc nie mogę się pochwalić takimi historiami, jak Twoja... Tym bardziej się cieszę, że Ty się dzielisz :) Wyborny i smakowity wpis, okraszony jeszcze pięknymi zdjęciami... Tak, zdecydowanie narobiłaś mi smaka na Litwę! Chyba warto wreszcie skorzystać z zaproszenia znajomej i zajrzeć do Wilna :]
OdpowiedzUsuńPozdrawiam (:
Pięknie tam. I kiedyś także tam trzeba będzie pojechać, choć na razie kuszą mnie dalsze kraje.
OdpowiedzUsuńAle te zdjęcia i opis mnie urzekły.
3 lata temu bylam na Litwie. I z chęcią powtórzyłabym tę podróż. Pamiętam smak kibinai i słynnych trzech dziewiątek. Jedyną rzeczą , która mnie lekko zawiodła był chleb żytni. Jednak zepchnęłam to na karb, że może mi trafił się taki feralny przypadek.
OdpowiedzUsuńDzięki za przywołanie wspomnień.
Pozdrawiam
Ania
Ojej jak tam malowniczo! nie byłam ale na pewno pojadę...w kazdym razie mam w planach na wiosnę...jedzonko wyglada smakowicie, bardzo swojsko, szczególnie ta słoninka:)) fajnie że uchyliłaś drzwi na Litwę...pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńOoo, anioł z Uzupio na samej górze (mieszkałam w tej dzielnicy podczas pobytu w Wilnie). Cepeliny i Troki nie za bardzo, ale zgadzam się z chlebem - b. mi smakował.
OdpowiedzUsuńA moja rodzina z tych drugich kresów, na PD ;)
nigdy mnie nie ciągnęło w tamte strony, ale po takiej reklamie chyba się zastanowię :P
OdpowiedzUsuńByłam w Wilnie dwa razy. Bardzo mi się podoba (choć Lwów bardziej). I zawsze mnie tak jakoś ściska, ze gdyby trochę..wtedy..przesunęli granice..to mielibyśmy takie piękne miasto...
OdpowiedzUsuńbyłam w Wilnie, Kownie i Trokach dwa lata temu i napewno wybiorę się ponownie, ponieważ jestem zauroczona tym krajem :) bardzo smakowały mi ich nalewki, niezapomniane kibiny w Trokach i wszystkie placki ziemniaczane, nie mogę nie wspomnieć o wspomnianej przez Ciebie Komarko śmietanie ze skwarkami :) ach strasznie zgłodniałam patrząc na te piękne zdjęcia :)) pozdrawiam z biurka naprzeciwko :))
OdpowiedzUsuńJa na Litwie byłam kilka lat temu.. Pierwsze wakacje z moim Panem, właśnie na Litwie - i pokątnie dostaliśmy podwójny pokój;) ile to było? 5?Chyba tak..
OdpowiedzUsuńSpacerowałam po Wilnie tak, że nawet się zgubiłam.. w Trokach także byłam.
Dla mnie magicznie - jeszcze towarzystwo Tej Specjalnej Osoby której tak dobrze się przecież nie znało..
Spotkaliśmy się z lekką dyskryminacją (to była wycieczka nauczycieli, tak się wkręciłam;)) - Panie zamawiające po Polsku czekały wieki na swoje danie.. my jednak zamawialiśmy po angielsku i zostaliśmy fantastycznie obsłużeni)
A byłaś na tej wysokiej wieży telewizyjnej?Obrotowej?)
Jedyne czego nie znosiłam do ociekających tłuszczem Kołdunów;)
Świetnie sie z Tobą spacerowało. I chyba mamy podobny gust kulinarny bo wszystko o czym piszesz wsunęłabym z dziką rozkoszą :)
OdpowiedzUsuńMrrr! Sam nie wiem, dlaczego nie byłem jeszcze na Litwie - daleko nie mam, a tam jest tak pięknie. Jeśli o mnie chodzi, kuchnia litewska jest jedyna w swoim rodzaju i wymiata dość radykalnie.
OdpowiedzUsuńWiele lat temu kolezanka zniechecila mnie do Litwy i litewskiej kuchni twierdzac, ze jedza tam sledzia z miodem i ogorkiem - co wowczas nie miescilo mi sie w glowie. Ale twoja relacja mnie calkiem rozochocila.
OdpowiedzUsuńTo były moje peirwsze calkiem rowerowe wakacje, własnie przez Litwe. Pamietam placki ziemniaczane i chleb i kwas i te serowe batoniki nazwane przez nas syrukami nie wiem czemu.
OdpowiedzUsuńEwelajno, nic nie szkodzi :D Chociaż dzisiaj rano przez krótką chwilę zastanawiałam się, jak mam na imię ;D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Kaczucho, Wilno nie zmieniło się bardzo mocno, ale z pewnością jeszcze wypiękniało. Widać na każdym kroku, że to bardzo zadbana przestrzeń. Koniecznie wybierz się tam, nie tylko w kulinarnych celach :)
Jolu, ja też jestem zachwycona, poza Wilnem, malowniczymi krajobrazami wokół. Ach te lasy!
A ostatnio zjedzonych cepelinów nawet nie liczę ;))
Gosiu, mnie się też oczy świecą, jak widzę gdzieś w polskich sklepach prawdziwego kindziuka albo kwas chlebowy :) To prawda, że całe wschodnie kresy mają podobny, niepowtarzalny klimat.
Amber, bez dwóch zdań, to wszystko tam smakuje lepiej :)
Noblevo, jak po prostu uwielbiałam te wileńskie historie i znam je już na pamięć :) A Lwów bardzo chętnie bym odwiedziła, bo jeszcze nie miałam okazji, a słyszałam, że jest równie piękny. Gdyby w naszych sklepach był litewski nabiał, sama bym chętnie kupowała ;) Z kolei w litewskich spożywczakach jest mnóstwo wyrobów polskich :)
Krokodylu, cieszę się, że czujesz się zachęcona :) Polecam podróż w tamte strony z całego serca :)
Wiosanno, jak tylko trafię na oryginalny przepis na bliny żmudzkie, na pewno podzielę się tutaj :)
Asiejko, zupełnie wypadły mi z głowy "kaziuki"! :D Pod taką nazwą sprzedają teraz te obsmażane w tłuszczu kawałeczki chleba z dużym dodatkiem czosnku :) Ostatnio trafiłam na takie jeszcze ciepłe, sprzedawane na wagę w jednym z marketów - pycha! :)
Margot, w takim razie cieszę się, że zabrałam Cię na małą wycieczkę :)
Mirando, skorzystaj z zaproszenia znajomej koniecznie - nie pożałujesz :)
Piękne zdjęcia! Rzeczywiście, tyle smakołyków!
OdpowiedzUsuńUsagi, ta Litwa na szczęście jest "tuż za miedzą" :) Warto wybrać się nawet na weekend :)
OdpowiedzUsuńPrzypraw_mnie, następnym razem, jeżeli będziesz miała okazję, spróbuj kilku rodzajów tamtejszego chleba. Ja też nie przepadam za tym klasycznym, zbitym chlebem z kminkiem, ale mam swój ulubiony - też ciemny, ale o trochę lżejszej konsystencji i słodowo-czekoladowym zapachu, wypiekany na liściach tataraku. W połączeniu z tamtejszymi twarogami- niebo w gębie! :)
Kass, tą słoninką, wędlinami i wszelkimi innymi wyrobami bardzo chętnie częstują, kiedy robi się zakupy na targu :D I jak tu się obronić przed kawałkiem słoniny saute, kiedy częstują z dobrego serca!? ;D
Ptasiu, a ja dopiero w tym roku odkryłam Uzupio i strasznie mi się podobało :D Wracałam tam kilka razy i obfotografowałam chyba całą dzielnicę w szczegółach :))
Dragonfly, wiesz że ja mam zawsze tą samą myśl w głowie? ;) Przydałby się taki drugi Kraków na północy...
Piegusku, to może jakieś następne party w stylu litewskim? ;D Pozdrawiam, z trochę dalszego biurka ;))
Atria, ja się wcale nie dziwię, że to niezapomniana wycieczka - w Wilnie i Trokach romantycznych miejsc na pęczki ;)) A to prawda, że czasem trafi się na hardego Litwina, który patrzy na Polaków od razu spode łba ;) Irytuje ich pewnie troszkę, że my czujemy się tam jak u siebie.
Lu, to kiedy jedziemy na kolejną wycieczkę na Litwę? ;)
Antoni,zgadzam się w całej rozciągłości, a na wycieczkę do Wilna namawiam bardzo :)
Arku, co do ogórków z miodem, to potwierdzam i zachęcam do spróbowania :D Ale o połączeniu tego ze śledziem nie słyszałam, bo ja mało śledziowa jestem ;) Ale co tam ryby i ogórki - dla chleba i nabiału samego warto!
Gospodarna_narzeczono, to bardzo fajna i adekwatna nazwa dla batoników :D Już za nimi tęsknię. Moim ulubionym był ten waniliowy z kotem na okładce ze zdjęcia ;)
Agnieszko, dziękuję :)
Jejku,jaka piękna relacja! I jakie zdjęcia! Cudo!
OdpowiedzUsuńChoćby jutro mogłabym pojechać, ładnie tam musi byc:)
PozdrawiamCie:0
piękny post. lepszy niż niejedna książka! czytało mi się bardzo przyjemnie, gdyż to rzeczy pisane prosto z serca...
OdpowiedzUsuńpiękne fotografie! urzekły mnie.
ja nie mam drugiej ojczyzny, chociaż w Polsce znajduje się takie miejsce, gdzie także tam powracam non stop, tak często jak do domu. Bieszczady.
Byłam w tym roku w Palandze, Kłajpedzie i Trokach. Uwielbiam litewski chleb pełen kminku i ceburekai na deptaku w Palandze.
OdpowiedzUsuńSory, ale ja miałam ochotę zeżreć te zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńKomarko, gdy ptrze na zdjecia, na zdjeci apotraw, czytam opisy to rozumiem Twe stwierdzenie o drugiej ojczyznie :) Znam tylko pogranicze polsko-litweskie, ale sa tam niektore obledne wymienione przez Ciebie "jedzenia" - pychota, ssie w brzuchu, wiesz? :)
OdpowiedzUsuńKomarko, mam nadzieję, że i ja kiedyś będę miała okazję poznać tamte zakątki :)
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia :) też miło wspominam pobyt na Litwie, mimo że było to dobrych parę lat temu. Widziałam wtedy Kowno, Wilno i Troki. Jedzenie pyszne!
OdpowiedzUsuńA babkę ziemniaczaną jadłam ostatnio w Olsztynie i też była przepyszna. Pozdrawiam!
Batoniki twarożkowe mają też w Rosji. Ciekawe, czyżby cały ex-sojuz się nimi zajadał a do nas nie dotarły?
OdpowiedzUsuńMajanko, tam jest naprawdę pięknie - zdjęcia nie kłamią :)
OdpowiedzUsuńKarmel-itko, dziękuję za miłe słowa :) A taką "małą ojczyznę" w tej dużej, też fajnie mieć :)
Anonimie, tych litewskich nadmorskich kurortów tylko nie miałam okazji do tej pory odwiedzić, ale bardzo chętnie to zrobię przy następnej okazji :)
Moniu Wu, częstuj się proszę - na szczęście mam jeszcze ich kopie ;D
Basiu, wiem wiem :D Chociaż tak niedawno miałam okazję ich próbować, to już za nimi tęsknię! :)
Paulo, życzę Ci tego z całego serca :)
Evito, te kresowe, wileńskie potrawy rzeczywiście są popularne tu u nas na Warmii, z czego się bardzo cieszę :)
Weronikiwi, w Czechach też je mają (słynne Ticinki")! Ale takiego wyboru rodzajów i smaków nie widziałam przedtem nigdzie :) Też się zastanawiam i ubolewam, że tylko u nas się nie przyjęły.
Jako, że pochodzę z Suwalszczyzny, to na Litwę bardzo często jeździłam na wakacje nad morze (do Pałangi), uwielbiam kuchnię (suwalska jest b. podobna:), jak zobaczylam teraz zdjecia cepelinow, to tak mnie zassalo w zoladku, jejku... bardzo, bardzo tesknie do Palangi, fantastycznie tam wypoczywam, ah, co ja bym dala, zeby teraz sie tam znalezc i pospacerowac lasem wzdluz plazy... niemniej, wracajac do rzeczywistosci, to ten chlebek z czosnkiem to nazywa sie kepta duona http://boakandbailey.com/2007/07/30/snacks-to-beer-kepta-duona/. aha, a nie kto inny, jak Antoni Czyprak, juz tu wypowiadajacy sie, ma bardzo dobry przepis na ceburekaie, wiec zachecam do sprobowania :)
OdpowiedzUsuńA, i jeszcze w sprawie nabialowej: Danone probowal u nas wprowadzic batoniki serowe (zreszta, na Litwie tez probowali, ale w koncu nie wiem, czy sie utrzymalo), ale u nas sie nie przyjelo. Mysle, ze m.in. dlatego, ze propozycja Danona nie umywala sie do tego, co oferuja litewscy producenci, więc u nich to rzecz jasna nie zrobilo szalu, a u nas to byla zupelnie nowa rzecz i nie bylo tradycji jedzenia takiego przysmaku:), zreszta oni tego chyba za bardzo nie reklamowali (wydaje mi sie, ze wprowadzali to jakies 7-10 lat temu).
OdpowiedzUsuńco do bialych serow: polecam sery wiżajneńskie lub korycińskie. Wydaje mi się, że są sprzedawane na Allegro (ale nie wiem, kto jest ich producentem), ale tez np. w Warszawie na roznych tragach zywnosci ekologicznej i regionalnej (np. w Blue City takie cos dosc regularnie sie odbywa).
Komarka, miło ze Ci podoba moim kraju :) Pochodzę z Kowna (mieszkam niedaleko tego magicznym miejsca :)) ale od 5 lat żyje w Polsce.
OdpowiedzUsuńMówiąc o jedzeniu to bardzo tęsknie za ciemnym chlebem, zawsze jego przywożę więcej i mrożę :), kwasem chlebowym i za "sūrelis", najlepsze dla mnie waniliowe Magija :P To prawda ze białych serów nie ma takich dobrych jak na Litwie... A próbowałeś ser "Džiugas" - odpowiednik parmezanu? Pyszny! Można jego kupić i w Polsce :)
A jak będziesz następnym razem na Litwie polecam knajpę "Bernelių užeiga" i zupę borowikowa podana ciemnym chlebie - pycha!
Kisiel żurawinowy jest obowiązkowy na Wigilijnym stole i uszka z grzybami :)
Kibinai najlepsze są w Trakai, tak jak w oscypki w górach :)
A próbowałeś chleba (jasnego, najlepiej smakuje "Palanga")smażonego i podane z serem? Przyjaciele w Polsce jego uwielbiają, pierwszy znika na imprezach :)
Mam nadzieje ze po następnym wizytce tez będzie post o Litwie, bardzo miło czytać, a pacząc na zdjęciach ślinka cieka :)
Pozdrawiam!
Neringa
Piekny opis o Wilnie! Jestem litwinka, mieszkam w Wilnie, ale z przyjemnoscia obejzalam zdiecia i polknelam mile opowiesci o swoim miescie. Zawsze jest ciekawe jakimi oczami nasze miejscowosci widza ludzie z zagranicy :) Dziekuje bardzo za niesamowicie ladna promocje Litwy i naszego pieknego Wilna!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Nida
Piekny opis o Wilnie! Jestem litwinka, mieszkam w Wilnie, ale z przyjemnoscia obejzalam zdiecia i polknelam mile opowiesci o swoim miescie. Zawsze jest ciekawe jakimi oczami nasze miejscowosci widza ludzie z zagranicy :) Dziekuje bardzo za niesamowicie ladna promocje Litwy i naszego pieknego Wilna!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Nida
Potrafisz kusić :) Zadziałałaś jak najlepsza reklama :) Pozazdrościłam tych wszystkich smaków :)
OdpowiedzUsuńKamilo, koniecznie będę musiała odwiedzić te nadmorskie miejscowości na Litwie przy okazji kolejnych wyjazdów, bo słyszałam o nich wiele dobrego.
OdpowiedzUsuńSmażone chlebki rzeczywiście nazywają się tak po litewsku, ale natknęłam się też na pakowane wersje ze swojską nazwą 'Kaziuki':D A po przepis na czebureki do Antoniego bardzo chętnie się wybiorę, bo czebureków mam akurat niedosyt tym razem.
Batoniki twarożkowe Danona pamiętam. Pojawiły się przez chwilę, ale zaraz zniknęły. Zupełnie nie wiem dlaczego :(
Neringo, dziękuję za miłe słowa i masę podpowiedzi :) Sera Dziugas nie próbowałam niestety, ale już zapisuję sobie na listę obowiązkową na następny raz, wraz z restauracją, gdzie podają zupę borowikową, na którą wielkiego smaku mi narobiłaś :)Neringo - masz przepięknego bloga! Strasznie żałuję, że zupełnie nie znam litewskiego. Jeżeli translator nie podoła albo będę miała jakieś wątpliwości, co do przepisów, zgłoszę się do Ciebie o tłumaczenie, jeżeli pozwolisz :) W każdym razie linka wrzucam do ulubionych :)
Nido, to ja dziękuję :) A Wilno i Litwę polecam wszystkim przy każdej okazji, bo to naprawdę jedne z najładniejszych miejsc w Europie. Pozdrawiam :)
Isadoro, polecam i namawiam na wycieczkę na wschód :)
Komarka, dziękuje za bloga ;) Niestety translator nie tłumaczy zbyt dokładnie, a czasami takie bzdury wychodzą ze hej :) Ale jak coś to śmiało - przetłumaczę!
OdpowiedzUsuńP.S. A ja myślałam ze troszkę znasz litewski, ale nigdy nie jest za późno nauczyć się ;)
Dzięki - na pewno się zgłoszę w razie potrzeby :) Znam i rozumiem trochę rosyjski, ale z litewskim już dużo gorzej ;)
OdpowiedzUsuńAż się chce jechać i degustować ten wspaniały nabiał. Co do świńskiego ucha, to w Hiszpani podaje się go jako tapas, pokrojone na drobne kawałeczki > coś jak skwarki : podane na ciepło lub jako sucha przekąska, ogólnie smakuje chrząstkowato
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam
SWS
Widzę że odnalazłam bratnią duszę w sieci. Nie dość że uwielbia gotować to jeszcze ma dwie ojczyzny. Cieszę się że znalazłam Twój blog... mam nadzieje że nie masz nic przeciwko temu by był moją inspiracją (ja dopiero raczkuje w kuchni).
OdpowiedzUsuńhttp://kuchniaizy.blogspot.com/
MZ, będę musiała spróbować kiedyś z czystej ciekawości :) Wyglądało właśnie na takie chrupiąco-chrząstkowe ;) Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńIzo, oczywiście, że nie mam nic przeciwko :) Przeciwnie - ja też się cieszę, że dzięki blogom pokrewne duszyczki mogą się odnaleźć :) Pozdrawiam :)
Te litewskie batoniki wkroczyly juz nawet na polski rynek :) zdazylam ich sporobowac i sie zakochalam. Nazywaja się "Pokusa" waniliowe i mleczne :) pychotkowe no i przy okazji zdrowsze od innych slodyczy! dostepne juz w warszawskich sklepach:) maja nawet Fanpage na Facebooku:) Polecam!
OdpowiedzUsuń